30 maja 2020

W CZASACH KORONOWIRUSA

Dzisiaj będzie trochę prywaty. Jak nigdy. Ci co mnie znają, wiedzą, że tylko najbliższym mówię, co tak naprawdę sprawia, że czuję się szczęśliwa, co mnie boli, denerwuje, wkurza i sprawia przyjemność. A w czasach kornonawirusa, po raz kolejny w moim życiu, okazało się, na kogo mogę liczyć i kto dobrze mi życzy. Życie weryfikuje. Zapraszam Cię na bloga, gdzie podzielę się z Tobą swoimi przemyślaniami i wnioskami dotyczącymi epidemii COVID-19. Przemyślaniami jako kobieta i jako przedsiębiorca.

 

Informacje na temat zabójczego wirusa dochodziły do nas w ograniczonym stopniu przez parę miesięcy, aż do wybuchu epidemii w Polsce. Myślę, że nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, jaki faktycznie nastąpił, słysząc jeszcze na początku tego roku wiadomości z Chin o rozprzestrzeniającej się epidemii. Świńska grypa, SARS. Tak to wszystko się działo, ale nie u nas. „Mnie to nie dotyczy” pomyślał każdy Polak słuchając informacji z Chin i wyłączył swój telewizor.

Bo taka jest natura człowieka, że jak coś nie dotyczy nas bezpośrednio, to w sumie mało sobie z tego robimy i się nie przejmujemy czymś, co stało się na drugiej półkuli. I nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że faktycznie zajmujemy się swoim życiem i swoimi sprawami, nie wtrącając się w życie innych. Co innego, kiedy skupienie się na drugiej osobie – na tym co powinna a czego nie powinna, jak wygląda i jak nie wygląda, jak się zachowała i jak się nie zachowała – odciąga nas od nas samych, dając tym samym wymówkę do tego, abyśmy nic z własnym życiem nie robili, mówiąc jednocześnie i dając rady, jak inni mają żyć.

Rozpoczynając pracę nad sobą, parę lat temu, uświadomiłam sobie, że po mojej stronie leży odpowiedzialność za moje życie. Że jeżeli nie wezmę tej odpowiedzialności i nie położę jej sobie na barkach, nigdy niczego w swoim życiu nie osiągnę. Będę wiecznie narzekającą, obwiniającą wszystko i wszystkich dziewczyną, która absolutnie nie interesuje się sobą, ale wie, jak powinni zachować się inni. Tak, taka byłam – zrzucająca odpowiedzialność, szukająca wymówki, ciągle narzekającą i odkładająca wszystko na później. Moje osobiste doświadczenia, związek z byłym mężem i rozpad małżeństwa sprawiły, że jestem ŚWIADOMA. Świadoma tego, że to po mojej stronie leży odpowiedzialność za moje własne życie.

Jestem osobą bardzo wrażliwą. Emocjonalnie. Mój wkład w pomoc innym, przy jednoczesnym analizowaniu swoich zachowań sprawia, że bardzo wszystko przeżywam i biorę do siebie. Bo zawsze uważam, że mogłam dać z siebie więcej, pomóc bardziej. Być bardziej miła, bardziej wyrozumiała. Dzisiaj wiem, że nie da się pomóc ludziom, którzy tej pomocy nie chcą i najzwyczajniej w świecie – spalam się!

Wiem też, że nie da się pomóc osobom, którzy już na wstępnie mają wobec mnie złe intencje, których niestety na początku nie jestem w stanie dostrzec, a jak wszystko wychodzi na jaw, silne uczucie zdrady i zawodu dają o sobie znać. Moja nadwrażliwość nie pomaga mi w obiektywnej ocenie sytuacji. A ja, zastanawiając się nad tym, gdzie popełniłam błąd i gdzie mogłam postąpić lepiej, w jakimś stopniu biorę odpowiedzialność nie tylko za swoje zachowanie, ale tez za decyzję inny osób. Tak było przynajmniej do niedawna. W marcu tego roku tak wiele spraw i rzeczy się zweryfikowało. Epidemia i jej konsekwencje sprawiły, że dosłownie ŻYCIE zmusiło mnie do zmiany mojego dotychczasowego stylu bycia, sposobu myślenia o sobie i o innych.

Od siebie wymagam najwięcej. Jestem dla siebie żołnierzem. Wierzę, że tylko dyscyplina, skupienie się na celu i KONSEKWENCJA pozwalają się rozwinąć. I tylko dzięki pracy nad sobą można spełnić swoje marzenia. Moim największym szczęściem jest to, że odnalazłam w swoim życiu pasję. Inaczej mówiąc CEL. Nic więcej w życiu się nie liczy, tylko CEL. Każdy z nas powinien go mieć, żeby życie miało SENS.

Moim CELEM jest pomaganie innym poprzez uświadamianie, jak OGROMNY wpływ ma na nas i na nasze zdrowie, zarówno psychicznie jak i fizyczne, ma sposób odżywiania się i to, czy traktujemy swój żołądek jak śmietnik, czy nie. I tak minęło parę lat mojego życia, w byciu tylko w pracy. W byciu przy ludziach, którzy zgłaszają się do mnie i do mojego Centrum Odchudzania i mojej pomocy potrzebują. Dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem.

Zupełnie nie zauważyłam, kiedy to sztywne i bardzo poukładane życie zaczęło mnie niszczyć. Zdrowotnie. O tym, jakie dolegliwości i jakie problemy ze zdrowiem niesie na za sobą brak wyrozumiałości dla siebie, brak regeneracji, odpoczynku, luzu, snu, autokrytycyzm, wygórowana autodyscyplina i noszenie cudzych problemów, napisze w osobnym poście.

Wiecie kiedy to sobie uświadomiłam? Kiedy uświadomiłam sobie, że niszczę samą siebie?

Właśnie wtedy, kiedy wybuchła epidemia COVID-19. Moje życie z dnia na dzień się zmieniło, a ja stałam oszołomiona, obserwując z otwartą buzią, co dzieje się na świecie i w Polsce. Nie mogłam uwierzyć, w to co widziałam. Opustoszałe ulice, kolejki do sklepów, ogólna panika. Spirala strachu i lęku, którą nakręcały media, a przez to ludzie nakręcali siebie nawzajem.

Sytuacja ta wpłynęła najbardziej na małych i średnich przedsiębiorców, do których i ja się zaliczam. Na obroty w firmie, na zatrudnienie. I w tym miejscu z każdym przedsiębiorcą mogę podać sobie rękę, bo wiem, że było ciężko i cały czas jest ciężko, pomimo zmniejszenia restrykcji i obostrzeń. Myślę, że każdy kto posiada własną firmę, nadal zadaje sobie pytanie – „Jak to będzie? Co z opłatami? Co z ZUS’em? Co z pensjami dla pracowników?”.

Pomimo że sytuacja w kraju i „nowa rzeczywistość” trwa od ponad dwóch miesięcy, nie jesteśmy nawet w stanie rokować i ciężko jest zaplanować kolejne kroki czy inwestycje w firmie. Sytuacja ta wpłynęła również na moją pracę. Mimo, że branża dietetyczna nie została odgórnie zawieszona, jak to miało miejsce z zakładami fryzjerskimi czy kosmetycznymi, ogólna sytuacja wielu osób, z którymi współpracowałam, zmusiła ich do przerwania czy zawieszenia współpracy ze mną. W połowie marca sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę, a ilość nowych zakażeń rosła lawinowo. Tak samo z godziny na godzinę moi Podopieczni informowali mnie o tym, że ze względu na zaistniałą sytuację, rezygnują z moich usług. Po paru dniach usiadłam w swoim gabinecie i totalnie się rozkleiłam, uświadamiając sobie, co tak naprawdę się stało. Zostałam praktycznie bez pracy. Została ze mną garstka osób. Mój tydzień pracy zredukował się z szczęściu dni do jednego.

I tak minęła końcówka marca, cały kwiecień i maj. Przez pierwsze tygodnie siedziałam i się zamartwiałam. Odbyłam godziny na rozmowach z bliskimi i rozmyślaniu „Jak to dalej będzie? Co mam zrobić ze swoim życiem?”. Zupełnie się załamałam.

W tym miejscu chciałabym podziękować każdemu, kto ze mną został, kto w całym tym szaleństwie postanowił nadal korzystać z mojej pomocy i wykorzystać czas w domu, na to aby zadbać o siebie i swoje nawyki żywieniowe: Agnieszka N., Ania A., Kasia D., Natalia, Jola, Patrycja, Daria, Roksana, Ewa, Basia, Ola, Marzena, Asia T., Asia N., Karolina, Martyna, Beata, Kamila, Ania, Magda K., Magda S. Sara., Michał S. Dziękuję Wam Kochani ogromnie za to, że byliście ze mną w tym czasie i kontynuowaliście ze mną współpracę. Dziękuję za słowa wsparcia i otuchy. Za wiarę. I za każde dobre słowo. Dziękuję ♥

Kiedy kończę pisać ten artykuł, jest końcówka maja 2020 r. W przyszłość patrzę z nadzieją i entuzjazmem. Przez ostatnie miesiące tak wiele rzeczy i spraw się zweryfikowało. Jestem ogromnie wdzięczna za ten czas. Mogłam zająć się swoim zdrowiem, psychicznym i fizycznym, jak również zastanowić się i przemyśleć, w którą stronę chce rozwijać swoją firmę. Tym samym po raz kolejny biorąc odpowiedzialność za swoje życie.

Jestem założycielką JustFit | Centrum Odchudzania i Kształcenia Żywieniowego w Łodzi, z potrzeby stworzenia miejsca, które będzie przyjazne każdej osobie potrzebującej fachowej opieki dietetycznej, psychodietetycznej i żywieniowej. Dla mnie ta praca jest wszystkim – pomoc moim Pacjentom jest dla mnie wszystkim. W tym miejscu chce podziękować Soni Staszek – bez Ciebie nie byłoby tego miejsca. Dziękuję również Ani Karwali i Oliwi Nieć – za to, że chcecie ze mną współpracować, że chcecie również tworzyć to miejsce. Dziewczyny! Wiem, że jako #zespółJustFit stworzymy razem świetny team i będziemy najlepszymi dietetykami w Łodzi, a może i w Polsce 😉 kto wie? 🙂

Chcę podziękować moim najbliższym za wsparcie, za możliwość wygadania się i za wysłuchanie, bez oceniania i krytykowania. Mojej Mamie, Rafałowi, Tomaszowi. Podziwiam Was, że chcieliście mnie słuchać, mimo że w kółko i w kółko narzekałam i mówiłam ciągle i ciągle to samo. Podziwiam Was za cierpliwość 🙂

Paweł, Tobie dziękuję za to, że po prostu jesteś.

#waszdietetyk♥

JB.


19 stycznia 2020

CUKIER – TWÓJ NAJWIĘKSZY WRÓG?

Powszechnie mówi się o tym, jak bardzo zły wpływ na nasze zdrowie i sylwetkę ma cukier – nie bez powodu jest nazywany białą śmiercią XXI wieku! To prawda – jego nadmiar w diecie przyczynia się do problemów z gospodarką węglowodanową w naszym organizmie, co w konsekwencji prowadzi do zwiększonego ryzyka zapadalności na takie choroby jak cukrzyca czy insulinooporność. Coraz częściej mówi się także o wpływie cukru na zwiększone ryzyko zapadalności na nowotwory, choroby układu krążenia czy na pogorszenie pracy mózgu. Jednak, czy powinniśmy zupełnie wyrzucić go z naszej diety?

Zacznijmy od tego, czym jest cukier rafinowany.
Cukier spożywczy, inaczej sacharoza to disacharyd, czyli połączenie glukozy i fruktozy. Od cukrów złożonych sacharoza różni się budową a co za tym idzie – także właściwościami. Oznacza to, że będzie ona oddziaływać na ludzki organizm inaczej niż polisacharyd w postaci pełnoziarnistej bułki, ziemniaków czy kaszy.
Wiemy, że nasza dieta powinna w głównej mierze składać się właśnie z cukrów złożonych, jednak cukry proste także są nam potrzebne – szczególnie po intensywnym treningu czy w celu szybkiego podniesienia poziomu glukozy we krwi, na przykład u cukrzyków.

Cukier spożywczy dodaje się do potraw lub płynów w celu poprawy ich smaku, czym głównie kierują się producenci popularnych napojów gazowanych i słodyczy. Nie dziwi nas, że w tych produktach cukier jest jednym z głównych składników, jednak co raz częściej cukier znajdziemy również w składzie produktów takich jak szynka, nabiał, pomidory w puszce, przetwory w słoikach, mieszanki przypraw!

Nasza rada: czytaj skład poszczególnych produktów – niestety, bardzo łatwo jest przekroczyć dzienne zapotrzebowanie na cukier i tym samym na kalorie spożywając go za dużo i nieumyślnie z produktów, w których tak naprawdę nie powinno go być.

No dobrze, ale czy każdy cukier jest zły?
Pamiętajmy, że cukier to nie tylko to, co znajdziemy w cukierniczce w każdym polskim domu, słodycze pod którymi uginają się sklepowe półki, ale cukier to także owoce!

Dlaczego owoce nie są złym źródłem cukru, a ich spożycie jest zalecane w codziennej diecie przez Instytut Żywienia i Żywności?
Owoce, oprócz tego że dostarczą nam energii w postaci cukru, zawierają całą gamę witamin i składników mineralnych.
Oprócz tego, wzbogacają dietę w drogocenny błonnik, o którego właściwościach pisałyśmy już wielokrotnie w poprzednich postach.
Owoce, szczególnie te jagodowe, arbuzy, melony, jabłka zawierają duże ilości wody, dzięki czemu dbają o jej odpowiedni poziom w organizmie i na długo zapełniają nasz żołądek.

Zamiast batonika czy bułki słodkiej na drugie śniadanie zjedz owoce. Dodaj do nich garść orzechów, które obniżą ładunek glikemiczny posiłku i spowodują tym samym mniejszy wyrzut insuliny.

 

/ Marta Kłos